Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
swidwin.prv.pl
Przekaz drugi - O szewcu wędrowcu PDF Drukuj Email
Świdwin - Legendy

Zapadł zmierzch, kiedy w listopadowy dżdżysty dzień wlókł się ostatkiem sił głodny i zziębnięty młodzieniec bagiennymi bezdrożami przed siebie, niosąc na plecach wytartą sakwę, w której pobrzękiwały obcęgi, szydło, dwa rzezaki, kamienny młotek i trzy zwitki skór, z których mógłby uszyć dwie pary ciżem. W istocie zajmował się szewstwem, atoli ostatnimi czasy wiodło mu się podle: pospólstwo wolało z łyka własnoręcznie plecione łapcie, możni zaś nabywali od kupców z południa ciżmy rzymskiego autoramentu. Bodajbyś padł z biedy! przeklął gwarnie i rozbawione miasto Lipie, które właśnie w roku 1287 święciło nadanie praw miejskich, a które nie przyjęło wędrowca. W rzeczy samej w cztery wieki póĽniej miasto z zamkiem spłonęło i nigdy już z gruzów nie powstało.

Żeby jakoś skryć się przed nocą u leśnych ludzi - może gdzieś w kącie ogrzałby kości, a okruchami podpłomyków choć na chwilę zaspokoiłby głód...

Wtem wycie wilka zjeżyło mu przemokniętą czuprynę, otrząsnął się, wstał i nagle w oddali ujrzał błyskające światła. Ostatkiem sił dowlókł się wiedziony nadzieją na ciepłą strawę do grodu, który nazywali Skwilbin, czyli "krążek na bagnie". Strażnicy w Brami Kamiennej okazali się życzliwi, bez opłaty wpuścili nieboraka do miasta, tym bardziej, że przedstawił się jako znany na Pomorzu szewc wędrowny. Gorzej jednak poszło ze sforsowaniem bramy zamku nie opodal niebotycznej baszty, z której strażnik dawał sygnały świetlne na całą okolicę, a które z oddali dostrzegł szewczyk. Halabardnicy nie okazywali nieżyczliwości. Przeciwnie, odradzali wprawdzie wchodzenie do środka o tej porze, ale dlatego, gdyż z podziemnych lochów w nocy mieli wychodzić jacyś dwaj bracia-rycerze, albo ich duchy, by toczyć nigdy nie kończące się kłótnie i bitwy ze sobą o jakiś wielki skarb złotych monet, których nie mogli podzielić między siebie na dwie równe częsci. Kilku śmiałków próbujących pogodzić braci, nigdy już nie wróciło...

Niewiele mam do stracenia - rzekł zadumany szewczyk - Wpuście mnie, mam pomysł. Liczyć w prawdzie nie umiał, ale drżącymi palcami jął przebierać w chłodnych monetach rzucając jedną jednemu, drugą drugiemu... W kilka pacierzy uporałby się pewnie z zadaniem, lecz ostatnia moneta okazała się nieparzystą. Z bezradności padł na swoją torbę, kiedy jeden z braci podniósł miecz, by go skrócić o głowę. Wtem w torbie zabrzęczały odcęgi szewskie, które ruchem błyskawicznym wyjął i przeciął złoty krążek na dwie części rzucając połówki obu rycerzom. Zdumieni bracia stali chwilę w bezruchu nie mogąc przemówić, po czym rzucili się sobie w objęcia wspominając swoją liczną rodzinę i szczęście, które zostało zmęcone niespodziewanym majątkiem. Dopiero, kiedy uświadomili sobie, komu zawdzięczają zgodę i spokój, jednomyślnie oddali cały ów skarb szewczykowi, sobie zostawiając po połówce rozciętego krążka.

Szewc wędrowiec, który zaznał biedy i poniewierki, wykazał się wielką mądrością i wielkodusznością, mądrze inwestując pieniądze w Świdwinie oraz szczodrze wspierając wszelkie mądre pomysły, zwłaszcza kulturalne. Gościnny świdwiński gród zaczął kwitnąć dobrym bytem poczciwych mieszczan.