Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
swidwin.prv.pl
O wędrownym szewczyku PDF Drukuj Email
Świdwin - Legendy

Drogą do Świdwina szedł młody szewczyk. Torbę podróżną przerzucił przez plecy i uśmiechał się wesoło, nucąc skoczną piosenkę. Nie miał domu ani rodziców, żył sam na świecie jak palec, bez trosk i kłopotów. Tu zreperował jakiś wysłużony chodak, tam znowu za darmo otrzymał kawałek chleba, nocował gdzie popadło: w chacie, stodole lub nawet pod przydrożnym drzewem, i tak biegło jego życie. Czasem tylko zatęsknił za własnym kątem, ale smutne myśli mijały szybko, szczególnie wtedy, gdy słonko jasno świeciło i ptaszki śpiewały w zielonej gęstwinie.

Zbliżał się właśnie do wioski Golica, gdy na ciemniejącym niebie zarysowały się przed nim ruiny jakiegoś potężnego zamczyska. Granitowe głazy wspierały fundamenty rozległego czworoboku, a dźwigające się ku niebu baszty spoglądały groźnie oczodołami strzelnic.

Cóż to za władca panował nad tą krainą puszcz i jezior? - pomyślał szewczyk, zatrzymując się na drodze. - Czyje ręce wzniosły mury tego ogromnego zamczyska?

Wtem ujrzał błyskające w jednym z okien światełko. Powodowany ciekawością, już chciał przerwać podróż i zatrzymać się tu na noc. Prędko jednak rozmyślił się i poszedł do wioski.

W Golicy otwarte drzwi gospody gościnnie zapraszały do wnętrza. Zawahał się szewczyk przez chwilę, nie miał bowiem ani grosza w kieszeni, ale szybko otrząsnął się z przykrych myśli. Miał przecież szczęście i zawsze trafiał na dobrych ludzi, którzy nie odmawiali miejsca ubogiemu szewczykowi. Więc wszedł do środka.

Właściciel gospody był człowiekiem dobrym i rozsądnym. Niejedno już w swoim długim życiu widział, nie z jednego pieca chleb jadł. Kiedy więc spostrzegł siedzącego skromnie w kącie izby szewczyka, uśmiechnął się tylko domyślnie i sam podszedł do niego.

Nie obawiaj się! - rzekł do chłopca, widząc, że ten wstaje i trwożnie spogląda ku drzwiom. - Nikt cię stąd wyganiać nie zamierza, siedź sobie dalej spokojnie.

Młody wędrowiec siadł na brzeżku ławy.

Nie masz pieniędzy, prawda?

Nie mam
- odpowiedział chłopiec.

Głodny jesteś?

Trochę, ale...

Dobrze, dobrze!
- rzekł gospodarz i ruchem ręki przywołał służącą.

Usmaż parę jaj, ukroj kawałek chleba i przynieś tutaj! - polecił, po czym znowu zwrócił się do chłopca.

Powiedz mi, skąd jesteś i czym się trudnisz?

Szewczyk westchnął lekko, lecz zaraz uśmiech rozjaśnił jego prawie dziecięcą twarz.

Nie mam ja swojego domu, panie, a rodziców też nie pamiętam. Uczyłem się kiedyś szewstwa, więc teraz noszę z sobą narzędzia w tej oto torbie i naprawiam stare obuwie, wędrując z miejsca na miejsce.

I nie smutno ci tak samemu?

Cóż na to poradzę!
- rzekł szewczyk. - Taka już moja dola.

W tej chwili służąca przyniosła jajecznicę z chlebem i postawiła na stole.

Jedz, chłopcze, jedz! - zapraszał gospodarz. - Nie żałuj sobie.

Powiedz mi, gospodarzu
- rzekł szewczyk, kiedy już nasycił pierwszy głód i podziękował za posiłek - co to za ruiny, które po drodze mijałem.

O, to tajemnicze miejsce
- rzekł gospodarz z ożywieniem. - Niejednego już kosztowało życie.

Czemu? Opowiedzcie mi o tym
- prosił szewczyk.

Gospodarz nie ociągał się długo, chętnie bowiem opowiadał o dziwnych zdarzeniach w zamku.

Od lat - zaczął - jak tylko moja pamięć sięga, nikt w ruinach tego zamku nie mieszka...

Jakże to?
- zdziwił się szewczyk. - Przecie na własne oczy widziałem światło w oknach...

Każdej nocy w ocalałej części zamku widać światło w oknach, ale mimo to nie ma tam nikogo. Wielu ludzi próbowało zbadać tę tajemnice. Byli odważni, którzy zdecydowali się nawet przenocować w tym zamku, aby się dowiedzieć, kto zapala owo światło. Niestety, żaden z nich nie wrócił. Następnego dnia znajdowano ich martwych. Teraz nikt już nie chce narażać własnego życia.


Oczy wędrownego szewczyka błyszczały rozbudzoną ciekawością.

Pozwólcie mi, panie, przenocować u was - prosił. - Chciałbym jutrzejszej nocy wybrać się do zamku i o wszystkim się przekonać.

A po cóż ci to, chłopcze?
- żachnął się gospodarz. - Tak ci źle na świecie, że dobrowolnie szukasz śmierci? Chętnie cię przenocuję, ale daj spokój tym niewczesnym zamiarom. Mogę cię przyjąć na służbę, będziesz miał kawałek chleba i dach nad głową.

Dziękuję pięknie, gospodarzu, za dobre serce
- rzekł szewczyk - ale zamiar swój wykonam! Jestem sam na świecie, nie mam nic do stracenia! Pójdę, spróbuję, może właśnie spotka mnie tam szczęście?

Nie mogąc przekonać upartego młodzieńca, gospodarz dał za wygraną i wskazał mu miejsce do spania. Robił sobie po cichu wyrzuty, że niepotrzebnie o wszystkim opowiadał. Na dnie jego duszy tkwiła jednak i ciekawość - może tajemnica zamkowych ruin zostanie odkryta?

Następnego dnia pod wieczór szewczyk zabrał z sobą torbę z narzędziami, kawałek skóry, dratwę, młotek i obcęgi. Z tym wszystkim udał się do zamku, odprowadzany zatroskanym wzrokiem gospodarza. Obaj zgodnie postanowili zachować całe przedsięwzięcie w ścisłej tajemnicy.

Po jakimś czasie znalazł się wśród porosłych trawą ruin. Obejrzał je ciekawie ze wszystkich stron, lecz nic godnego uwagi w nich nie dostrzegł. Żadnej jaskini ani nawet szczeliny. Nic, co by mogło zainteresować lub wzbudzić jakieś podejrzenia. Ot - po prostu zwykłe ruiny.

Teraz udał się do ocalałej części zamku. Wszedł do jakiejś komnaty, gdzie stał pośrodku na pół połamany staroświecki stół, przy nim zaś równie stara ława. Zdmuchnął osiadły kurz, zapalił świeczkę, bo już się zrobiło ciemno, i najspokojniej zabrał się do szycia chodaków. Był w dobrym nastroju i gwizdał wesołą piosenkę.

Mijał czas. Świeczka wypaliła się prawie do końca, a w zamku panował niczym nie zmącony spokój. Stuk młotka, którym szewczyk przyklepywał skórę, tysiącznym echem odbijał się od murów.

Raptem w głębi mrocznej komnaty coś zaszeleściło. Szewczyk przerwał robotę, podniósł głowę i uważnie nasłuchiwał. Właśnie świeczka dopaliła się do końca, wyjął więc z torby drugą i postawił na miejscu poprzedniej. Komnatę oświetlił nieco jaśniejszy blask.

Po chwili gdzieś pod sklepieniem odezwały się dźwięki zegara wybijającego północ. Zaraz też zaskrzypiały otwierane drzwi i z ciemnych zakamarków wyłoniły się postacie dwóch czarno ubranych mężczyzn. Przynieśli oni na barkach pustą, bogato ozdobioną trumnę, którą bez słowa postawili w pobliżu szewczyka. Potem odeszli i za chwilę przydźwigali ciężki wór. Chłopiec siedział na ławie bez ruchu i przyglądał się tym czynnościom. Z początku obleciał go lekki starch, jednakże szybko opanował się i nie dał nic poznać po sobie.

Obaj tejemniczy mężczyźni podeszli do stołu. Najpierw obejrzeli się wokoło - chyba po to, by stwierdzić, że w komnacie nie ma nikogo więcej. Potem unieśli worek w górę i wysypali z niego na stół mnóstwo złotych pieniędzy.

Oto widzisz przed sobą skarb - rzekł do szewczyka jeden z mężczyzn. - Musisz go podzielić na dwie równe części. Jeśli nie zdołasz tego dokonać, wówczas zabijemy ciebie, a twoje zwłoki ułożymy w tej trumnie, która stoi obok.

Po tych słowach znikęli w głębi zamku.

Szewczyka nie stropiły bynajmniej groźby tajemniczych mężczyzn - z całą pewnością strażników zamkowych ruin. Odłożył na bok swoje narzędzia i raźnie zabrał się do podziału skarbu. Nie trwało to długo: po pewnym czasie jarzyły się w mdłym blasku świec dwie równo ułożone kupki złota.

Jednakże na tym praca się nie skończyła - wśród złotych pieniędzy był jeden miedziany grosz, który okazał się monetą nieparzystą. Szewczyk zastanawiał się, co zrobić, prędko jednak znalazł wyjście. Ujął monetę obcęgami, stuknął silnie młotkiem kilka razy i przeciął ją na dwie równe części, z których każdą dołączył do osobnej kupki złota.

Skończyłem! - Krzyknął głośno, zadowolony ze swego pomysłu.

Wtedy jak spod ziemi wyrośli obok niego dwaj czarno ubrani strażnicy. Przeliczyli obie części, uważnie obejrzeli połówki przeciętego grosza, sprawdzając, czy pacują do siebie. Potem jeden z nich rzekł:

Pięćdziesięciu śmiałków próbowało przed tobą podzielić skarb, lecz żaden z nich nie potrafił tego dokonać. Czy wiesz, dlaczego?

Nie wiem!
- odpowiedział stropiony szewczyk.

Otóż każdy z nich próbował oszustwa, ukrywając w kieszeni ów miedziany grosik. Toteż nieuczciwość przypłacili własnym życiem. Ty pierwszy okazałeś się człowiekiem nie tylko uczciwym, lecz również bystrym, zabierz więc z sobą cały skarb, ale pamiętaj, że tylko połowę możesz dla siebie zatrzymać, resztę natomiast musisz rozdać biednym.

Uczynię, jak mówicie
- zapewnił szewczyk strażników.

Po odejściu szewczyka zmartwiony karczmarz nie mógł zasnąć przez dłuższy czas. Przewracając się z boku na bok, czynił sobie wyrzuty, że niepotrzebnie opowiadał chłopcu o zamkowych tajemnicach i przez to naraził go na nieszczęście.

Toteż gdy tylko świt zajrzał przez szyby okienne, prędko odział się i poszedł do zamku. Obawa mieszała się w jego myślach z uczuciem ciekawości: udało się chłopcu, czy nie? Zaraz jednak sam siebie strofował za niegodne myśli.

Wszedł na dziedziniec zamkowy i nagle zatrzymał się zdumiony: ktoś gwizdał wesołą piosenkę! Karczmarz przyspieszył kroku. A że bał się wejść do środka, więc tylko głowę wsunął w otwór drzwi i rozejrzał się wokoło. Na jego widok szewczyk zerwał się od stołu i podbiegł do niego wołając:

Dziękuję wam, gospodarzu, za pomoc i dobre serce! Dzięki wam stałem się bogatym człowiekiem. Spójrzcie!

Tu wskazał ręką na skarb i opowiedział o wszystkim, co go w nocy spotkało. Uradowany gospodarz serdecznie uściskał odważnego chłopca.

Potem szewczyk poszedł do Świdwina i przekazał Radzie Miejskiej połowę skarbu na pomoc dla najbiedniejszych. Sowicie też wynagrodził dobrodusznego karczmarza z Golicy i do końca życia wiodło mu się dobrze.