Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
swidwin.prv.pl
Legenda o wodzu, który zwał się Krzysztof PDF Drukuj Email
Świdwin - Legendy

W pewien majowy dzień, kiedy wszystko zakwitło, ptaki śpiewały, wędrował sobie młodzieniec po Grodzie Skwilbinie podziwiając piękno rzeki Regi płynącej tuż obok. Zmierzał on ku bramom pięknego zamku. Pragnął tam zaznać szczęścia i dożyć szczęśliwej starości.

Pierwsza przeszkoda jaka go napotkała to byli strażnicy broniący bram Zamku Skwilbińskiego. Było południe, a słońce grzało i świeciło tak mocno, że strażnicy oślepieni promieniami nie widzieli dokładnego wyglądu młodzieńca, więc go wpuścili wierząc, że jest kupcem i przybywa z bardzo daleka. Młodzieniec ten zwał się Krzysztof. Gdy znalazł się już na dziedzińcu ujrzał jak drwale konstruują przeogromne maszyny, a kowale zajmują się naprawą złamanych mieczy, czy produkcją zbroi rycerskich.

- Na wojnę się szykują? - rzekł zdumiony.

Jeden z kowali słysząc to zapytał go:

- To ty nie wiesz młodzieńcze, że niedługo ma się odbyć bitwa o krowy między Skwilbinem, a Białogardem?

- O krowy? - zapytał ze zdziwieniem.

- Tak o krowy. Skwilbin się nie podda choćby mieli wszyscy zginąć. Tylko mamy pewien problem. Nasz wódz zachorował i nie ma kto poprowadzić tej walki. Było wielu chętnych ale żaden z nich nie potrafił odgadnąć zagadki wymyślonej przez nadwornego starego Karda.

Zdumiony Krzysztof krzyknął:

- To może ja będę mógł na nią odpowiedzieć.

- Być może, że tak, ale pamiętaj, że jeśli na nią nie odpowiesz będziesz musiał umrzeć, abyś nie mógł jej nikomu powtórzyć.

Ale Krzysztof bez chwili zastanawiania kazał wskazać miejsce gdzie można spotkać starego Karda. Gdy już tam dotarł powiedział mu o wszystkim i podjął się wyzwania. Więc Kard zadał mu pytanie, na które odpowiadało wielu śmiałków lecz każda ich odpowiedĽ była błędna. Co należy zrobić ,aby w walce, która ma się odbyć było jak najmniej zabitych i rannych?

Krzysztof myślał i myślał. W końcu rzekł:

- Wydaje mi się, że ta walka nie powinna wyglądać tak jak inne walki. Należy opracować plan mający za zadanie ujawnienie sił jakie posiadamy, ale również jak i nasi przeciwnicy. Nazwać to można "torem przeszkód", który będą musiały pokonać dwie drużyny mające ten sam czas do wykonania tego zadania. W ten sposób nie będzie żadnych zabitych i rannych od miecza, a wygrani i tak będą.

Kard był zaskoczony odpowiedzią Krzysztofa.

- Nikt jeszcze nie wymyślił tak doskonałej strategii. Nawet ja nie potrafiłem znaleĽć odpowiedzi na to pytanie. Z pewnością twój plan zostanie w jak najszybszym czasie zrealizowany. Jeszcze dziś mieszkańcy grodu Skwilbin dowiedzą się o twoim planie.

Nadszedł dzień bitwy. Wszyscy byli bardzo zdenerwowani a zarazem na ich twarzach wyryta była siła i męskość. Krzysztof, którego mieszkańcy okrzyknęli wodzem i nazwali go Krzysztofem Polenskim na cześć swojego dawnego wójta, za swój wspaniałomyślny plan. Ruszyli do walki. Toczyła się ona wiele godzin. Skwilbin nie poddawał się. Wszyscy mu kibicowali. I nagle, kiedy jednym punktem Skwilbin przewyższał ilością punktów Białogard, lina która była przeciągana przez dwie drużyny pękła. Wygrana należała do drużyny ze Skwilbina. Choć drużyna walczących była bardzo zmęczona, bo walka trwała jeden dzień. PóĽnym wieczorem odbyły się tańce i hulanki na dworze Zamku Skwilbińskiego.

Sporna sprawa własności stada krów wyjaśniła się, a wódz Krzysztof Polenski ożenił się z córką wodza białogardzkiej drużyny i od tamtej pory Skwilbinianie i Białogardzianie żyli w pokoju długo i szczęśliwie. Natomiast na znak pamięci o tamtej walce, co dwa lata odbywa się ona na zamku Świdwińskim.

"Legenda głosi, że podczas odbywanej co roku walki duch Krzysztofa Polenskiego kibicuje mieszkańcom Świdwina i chroni ich od przegranej".

Ta piękna legenda autorstwa Igi Bożek ze Świdwina zdobyła pierwsze miejsce w konkursie "Z dziejów Świdwina" AD. 2002.